Maria Teresa Korzonkiewicz Kiszczak
Maria Teresa Korzonkiewicz-Kiszczak

Bajki

Są to opowiadania pisane wierszem. Wiersze które doskonale pobudzają proces myślenia dzieci oraz rozwijają pamięć dziecka.
Oto fragmenty tych utworów:

1. „Hocki – Klocki”

Ślimaczy spacer

Rodzinie ślimaczej
Zachciało się iść na spacer.
Ślimacza mama lubi porządek
Więc ustawiła ślimaczki w rządek.
Ślimaczy tata też nie od tego
Dlatego ślimacza rodzina
Ślimaczy się gęsiego.
Najpierw ślimaczy się mama, za nią tata,
A na końcu, depcząc sobie po piętach
Ślimaczą się ślimaczęta.
Tak dotarły do grządki z warzywami...

Kto ty jesteś – powiedz mi
Kto ja jestem ...


Jestem Łukasz

Jestem dowcipny, radosny
Jestem jak zimą powiew wiosny
Jak latem upalne dni.
Dla mnie nie ma dni ponurych
Dla mnie tańczą kolorowe chmury
Dla mnie słońce radość śle
Do mnie Bóg uśmiecha się
Wiatr mi śpiewa kołysankę
Ptak dowcipy opowiada.
Dla mnie wczesnym rankiem...

2. „Nasza Babcia Ufoludka”

Zakochany księżyc

... - Mamusiu, tatusiu księżyc się do mnie uśmiecha - krzyknęła.
- Księżyc uśmiecha się do wszystkich dzieci, które grzecznie śpią - wyjaśnił tatuś kładąc ją ponownie do łóżka.
Tatuś nie wiedział, że księżyc uśmiechał się tylko do małej Izy, bo bardzo się w niej zakochał.
Zakochany księżyc zbliżył - jak tylko mógł najbliżej - swoją rozjaśnioną twarz do okna dziewczynki i widząc, że nie może zasnąć, zapragnął ukołysać ją do snu. Wyciągnął ze starego kufra starą gitarę i zaczął dla niej śpiewać kołysankę:
Śpij, Izuniu, śpij
Sny wesołe śnij
Sny o szczęściu i radości,
o zabawach, o miłości,
śnij Izuniu, śnij.
Sny o szczęściu i radości,
o tęsknotach, o miłości,
śnij, maleńka, śnij.

Nasza babcia Ufo-ludka

...Rakieta zaczęła ostro, z wielkim rykiem hamować, zatoczyła parę razy kółko i nagle - tuż przed stromym zboczem góry - zatrzymała się. Babcia sprawdziła czy dzieci mają dobrze pozapinane ciepłe buty, rękawice na rączkach i na główkach kaptury, przytuliła je i znów wypowiedziała zaklęcie:
-Ele... mele...ring big bę! Rób co każę! Rób co chcę!
Raptem otworzyły się drzwi rakiety. Prawie jednocześnie do środka z głośnym wyciem, w tumanie śnieżnego pyłu wpadł wiatr rozpędzony, zwariowany, szalony, zaczął popychać dzieci na wszystkie strony, a babcię porwał w swoje potężne łapska i już chciał z nią wyskoczyć z rakiety, ale ona machnęła ręką i krzyknęła:
- Ele...mele... stop wind stop! Rób co każę! Już w tył zwrot!
Wiatr trochę przycichł, Babci jednakże to nie zadowoliło. Machnęła więc znów ręką i powtórzyła zaklęcie.
- Ele... mele... stop wind już! Rób co każę! Hołd mi złóż!
Wietrzysko po całej rakiecie się pokręciło, jakby zwiedzało wszystkie kąty, przed babcią się skuliło, po czym na zewnątrz wypadło i przepadło...